niedziela, 5 listopada 2017

Sonia i Katia & Niki - c.d.




No to mamy końcówkę Świąt Bożego Narodzenia.
Dla Sonii pod choinkę (tę samą co zawsze, ściągniętą ze strychu) kupiłam kość. Taką twardą, chyba z warstw skóry. Kiedyś zajmowała się taką przez kilka godzin, więc stwierdziłam, że gdy pojadę na Wigilię do bratanicy, moje znudzone suczysko będzie miało zajęcie. Zamówiłam jej też obrożę skórzaną; niestety zielonych nie było, więc – tylko w kolorze skóry. Paczka z Glonojada jednak nie doszła przed Świętami.
Dla Katii i Nika kupiłam po obróżce; tak na wypadek, jak zgubią swoje. Jest też dodatkowa – granatowa dla Nika w paczce. Dla Katii nie mogłam dostać wiśniowej; może uda mi się później.

Jeszcze jesienią przestawiłam Piesiową budę z werandy do garażu, żeby moje kociaki miały się gdzie schronić w zimne dni, kiedy jestem w pracy. Nawet wymościłam im ten domek słomą Sonii;  pamiętam, że w ubiegłym roku Katia chroniła się w pudle ocieplonym styropianem. Ale prawdę powiedziawszy nie wiem, czy któryś z moich kotów korzysta z ciepłego legowiska w garażu. Podejrzewam, że czasem urzęduje w nim jeden z kotów sąsiada. A w nocy, jeśli moje kitulki nie wrócą na czas, śpią pewnie w budzie Psicowej.  

Przywlokłam chodnik Alissy z garażu i wymościłam część schodów w salonie, żeby nauczyć Sonię chodzenia po schodach. Nie mogę się pochwalić żadnym sukcesem. Stawiałam łapy Psicy na kolejnych schodach, a ona była sztywna ze strachu. Jej rekord to 4 schodki. Schodząc z nich za pierwszym razem – zleciała.
Muszę z tym poczekać na panią Natalię, z którą jestem umówiona po Trzech Królach. Może ona mi podpowie, jak mam się do tej nauki zabrać, żeby Psicy nie wypłoszyć.

Mam kłopot z okiem Soni. Ta zaszyta powieka się rozlazła. Zrobiła się okrągła dziurka o średnicy około. 0,5 cm i widać było implant. Pojechałyśmy do Doktora. Obejrzał i kazał smarować 2 – 3 razy dziennie żelem o nazwie salcoseryl.  Powinno się samo zrosnąć.
Tylko, że walczę już ponad 3 tygodnie i co mi się wydaje, że jakaś cienka błonka zaczyna pokrywać ten implant, okazuje się,   że to zaschnięty żel, który mi za kilka dni schodzi przy przemywaniu oka wodą lub rivanolem.
Brzegi ranki są na pewno grubsze. Może będzie można je zeszyć…
Co tydzień wysyłam Doktorowi zdjęcie oka Soni i potem dzwonię. Zgapiłam się przed Świętami zajęta karpiem i śledziem i tylko maila do Doktora wysłałam. Spróbuję zadzwonić jutro, może nie wyjechał nigdzie na urlop.
A tak bym chciała, żeby to oko zaleczyło się samo, bez ponownego zabiegu. Biedne suczysko znowu musiałoby być usypiane, brać antybiotyki i chodzić w kołnierzu. A ja musiałabym znów płacić. Już chyba dość…

Dzisiejszej nocy kiepsko spałam. Najpierw mnie obudził Niki. Chyba ok. 3:00 nad ranem miał potrzebę wyjść na dwór. Potem, chyba koło 5:00,  Katia zaczęła miaukolić. Więc znowu wstałam i ją wypuszczałam. Gdy potem zasnęłam, coś mi się śniło, czego – oczywiście – nie pamiętam. Wiem tylko, że we śnie słyszałam szczekanie Piesia. I tak mi się smutno zrobiło, że nie ma go już przy mnie.
Gdy bębnią wokół o bliskich, którzy odeszli w tym roku, jestem w stanie myśleć tylko o mojej Piesynce.
Chciałam zamówić przed Świętami tabliczkę na Piesiowy grób, ale było zamknięte. Spróbuję w Sylwestra, albo dopiero po Trzech Królach, jak będę miała urlop, bo w normalny dzień nie mam szans dotrzeć do zakładu kamieniarskiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz