No
to mamy końcówkę Świąt Bożego Narodzenia.
Dla
Sonii pod choinkę (tę samą co zawsze, ściągniętą ze strychu) kupiłam kość. Taką
twardą, chyba z warstw skóry. Kiedyś zajmowała się taką przez kilka godzin,
więc stwierdziłam, że gdy pojadę na Wigilię do bratanicy, moje znudzone suczysko
będzie miało zajęcie. Zamówiłam jej też obrożę skórzaną; niestety zielonych nie
było, więc – tylko w kolorze skóry. Paczka z Glonojada jednak nie doszła przed
Świętami.
Dla
Katii i Nika kupiłam po obróżce; tak na wypadek, jak zgubią swoje. Jest też
dodatkowa – granatowa dla Nika w paczce. Dla Katii nie mogłam dostać wiśniowej;
może uda mi się później.
Jeszcze
jesienią przestawiłam Piesiową budę z werandy do garażu, żeby moje kociaki
miały się gdzie schronić w zimne dni, kiedy jestem w pracy. Nawet wymościłam im
ten domek słomą Sonii; pamiętam, że w
ubiegłym roku Katia chroniła się w pudle ocieplonym styropianem. Ale prawdę
powiedziawszy nie wiem, czy któryś z moich kotów korzysta z ciepłego legowiska
w garażu. Podejrzewam, że czasem urzęduje w nim jeden z kotów sąsiada. A w
nocy, jeśli moje kitulki nie wrócą na czas, śpią pewnie w budzie Psicowej.
Przywlokłam
chodnik Alissy z garażu i wymościłam część schodów w salonie, żeby nauczyć
Sonię chodzenia po schodach. Nie mogę się pochwalić żadnym sukcesem. Stawiałam
łapy Psicy na kolejnych schodach, a ona była sztywna ze strachu. Jej rekord to
4 schodki. Schodząc z nich za pierwszym razem – zleciała.
Muszę
z tym poczekać na panią Natalię, z którą jestem umówiona po Trzech Królach.
Może ona mi podpowie, jak mam się do tej nauki zabrać, żeby Psicy nie
wypłoszyć.
Mam
kłopot z okiem Soni. Ta zaszyta powieka się rozlazła. Zrobiła się okrągła
dziurka o średnicy około. 0,5 cm i widać było implant. Pojechałyśmy do Doktora.
Obejrzał i kazał smarować 2 – 3 razy dziennie żelem o nazwie salcoseryl. Powinno się samo zrosnąć.
Tylko,
że walczę już ponad 3 tygodnie i co mi się wydaje, że jakaś cienka błonka
zaczyna pokrywać ten implant, okazuje się,
że to zaschnięty żel, który mi za kilka dni schodzi przy przemywaniu oka
wodą lub rivanolem.
Brzegi
ranki są na pewno grubsze. Może będzie można je zeszyć…
Co
tydzień wysyłam Doktorowi zdjęcie oka Soni i potem dzwonię. Zgapiłam się przed
Świętami zajęta karpiem i śledziem i tylko maila do Doktora wysłałam. Spróbuję
zadzwonić jutro, może nie wyjechał nigdzie na urlop.
A
tak bym chciała, żeby to oko zaleczyło się samo, bez ponownego zabiegu. Biedne
suczysko znowu musiałoby być usypiane, brać antybiotyki i chodzić w kołnierzu.
A ja musiałabym znów płacić. Już chyba dość…
Dzisiejszej
nocy kiepsko spałam. Najpierw mnie obudził Niki. Chyba ok. 3:00 nad ranem miał
potrzebę wyjść na dwór. Potem, chyba koło 5:00,
Katia zaczęła miaukolić. Więc znowu wstałam i ją wypuszczałam. Gdy potem
zasnęłam, coś mi się śniło, czego – oczywiście – nie pamiętam. Wiem tylko, że
we śnie słyszałam szczekanie Piesia. I tak mi się smutno zrobiło, że nie ma go
już przy mnie.
Gdy
bębnią wokół o bliskich, którzy odeszli w tym roku, jestem w stanie myśleć
tylko o mojej Piesynce.
Chciałam zamówić przed
Świętami tabliczkę na Piesiowy grób, ale było zamknięte. Spróbuję w Sylwestra,
albo dopiero po Trzech Królach, jak będę miała urlop, bo w normalny dzień nie
mam szans dotrzeć do zakładu kamieniarskiego.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz