Mamy marzec. Ubiegły weekend był
piękny i słoneczny (ponad 20 stopnia na tarasie), ale potem się ochłodziło i
nocą temperatura musiała spadać poniżej zera. Zauważyłam, że moje cebulki
tulipanów zaczęły wypuszczać listki, nawet w miejscach, w których nie mogłam
ich jesienią znaleźć, więc przyniosłam gałązek sosnowych i poprzykrywałam je.
Jak już przekwitną, nie będę czekać i od razu wykopię. Jesienią zasadzę w
ogródku wiosennym, który zaczęłam tworzyć obok grobu Piesia. Niech moja srebrna
sunia ma ładnie.
Kuzynka sprzedaje swoje działki
graniczące z naszymi i wycięła wszystkie drzewa, które tam wyrosły przez
ostatnie 20 lat. Nie twierdzę, że te chude sosny były specjalnie urodziwe;
miały za mało miejsca i wyrastały w górę poszukując światła. Ale szkoda mi tych
zielonych płuc, tego miłego chłodu w upalne dni, gdy chodziłam z Psiacami na
spacery. Teraz tylko moja i Marka działka jest zadrzewiona.
Powiedziałam panu deweloperowi,
że jest wsiowym burakiem i czereśniakiem, który ceni tylko gołe pole, ale ….
drzew to nie przywróci.
Pamiętam, jak Alissa jedna lub druga i Piesio nieraz gnały
przez ten lasek w pogoni za jakąś ‘zwierzyną’. Alissa szczekając, a Piesio z
tym swoim okrzykiem bojowym…
Wychodzimy z Sonią na spacery po
moim powrocie z pracy.
Zawsze niosę skrojony bochenek
chleba i ziarno dla ptaków oraz marchewkę, kapustę i trochę chleba dla sarenek.
Czasem je widuję – raz rogasia, innym razem samiczkę, taką malutką, niewiele
większą od Soni. Mam nadzieję, że pola się zazielenią, nim rozpocznie się
budowa na działkach Ewki, żeby sarenki odeszły już do lasu i nie były płoszone
przez roboli. Ale miejsca dla zwierzaków robi się coraz mniej. Za szybko ta
cywilizacja do nas dociera.
W ubiegły weekend zbierałam kupy
Soni z działki i uzbierało się ponad wiadro. A przecież codziennie wychodzimy
na spacery.
Potem zabrałam się za zakopywanie
jam. Wyszło całkiem nieźle, ale – jak zwykle – brakuje ziemi. Muszę przywieźć
taczką od sąsiada, ale poczekam, aż droga podeschnie, bo bym nie dowiozła.
Mokra ziemia waży, a po rozmokłej drodze nie dałabym rady.
Starzeję się i nie mam siły, a
pracy nie ubywa. Nawet to codzienne krojenie warzyw dla sarenek sprawia mi ból.
W tym tygodniu mam wizytę u reumatologa, więc zobaczymy, czy to tylko
zwyrodnienia, czy reumatoidalne zapalenie stawów.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz