niedziela, 5 listopada 2017

Sonia i Katia & Niki - c.d.



Mamy marzec. Ubiegły weekend był piękny i słoneczny (ponad 20 stopnia na tarasie), ale potem się ochłodziło i nocą temperatura musiała spadać poniżej zera. Zauważyłam, że moje cebulki tulipanów zaczęły wypuszczać listki, nawet w miejscach, w których nie mogłam ich jesienią znaleźć, więc przyniosłam gałązek sosnowych i poprzykrywałam je. Jak już przekwitną, nie będę czekać i od razu wykopię. Jesienią zasadzę w ogródku wiosennym, który zaczęłam tworzyć obok grobu Piesia. Niech moja srebrna sunia ma ładnie.

Kuzynka sprzedaje swoje działki graniczące z naszymi i wycięła wszystkie drzewa, które tam wyrosły przez ostatnie 20 lat. Nie twierdzę, że te chude sosny były specjalnie urodziwe; miały za mało miejsca i wyrastały w górę poszukując światła. Ale szkoda mi tych zielonych płuc, tego miłego chłodu w upalne dni, gdy chodziłam z Psiacami na spacery. Teraz tylko moja i Marka działka jest zadrzewiona.
Powiedziałam panu deweloperowi, że jest wsiowym burakiem i czereśniakiem, który ceni tylko gołe pole, ale …. drzew to nie przywróci.
Pamiętam, jak  Alissa jedna lub druga i Piesio nieraz gnały przez ten lasek w pogoni za jakąś ‘zwierzyną’. Alissa szczekając, a Piesio z tym swoim okrzykiem bojowym…

Wychodzimy z Sonią na spacery po moim powrocie z pracy.
Zawsze niosę skrojony bochenek chleba i ziarno dla ptaków oraz marchewkę, kapustę i trochę chleba dla sarenek. Czasem je widuję – raz rogasia, innym razem samiczkę, taką malutką, niewiele większą od Soni. Mam nadzieję, że pola się zazielenią, nim rozpocznie się budowa na działkach Ewki, żeby sarenki odeszły już do lasu i nie były płoszone przez roboli. Ale miejsca dla zwierzaków robi się coraz mniej. Za szybko ta cywilizacja do nas dociera.  

W ubiegły weekend zbierałam kupy Soni z działki i uzbierało się ponad wiadro. A przecież codziennie wychodzimy na spacery.
Potem zabrałam się za zakopywanie jam. Wyszło całkiem nieźle, ale – jak zwykle – brakuje ziemi. Muszę przywieźć taczką od sąsiada, ale poczekam, aż droga podeschnie, bo bym nie dowiozła. Mokra ziemia waży, a po rozmokłej drodze nie dałabym rady.

Starzeję się i nie mam siły, a pracy nie ubywa. Nawet to codzienne krojenie warzyw dla sarenek sprawia mi ból. W tym tygodniu mam wizytę u reumatologa, więc zobaczymy, czy to tylko zwyrodnienia, czy reumatoidalne zapalenie stawów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz