No to jesteśmy po operacji Soni.
Poważnie? Wygląda fatalnie. Ten zapadnięty oczodół… Koszmar. Mam tylko
nadzieję, że jak się już zagoi i porośnie jej wygolone futerko przy oku, a więc
i ciemne okularki, nie będzie to takie widoczne. Ale na razie serce mi się
ściska, ile razy na nią spojrzę.
Ja wiem, że dla niej to żadna
różnica. I bezpieczniej, że nie ma tego otworu na implancie, co mogłoby
powodować jakąś infekcję – w sumie otwarta ranka i możliwość zakażenia jakąś
bakterią.
Ale dla mnie była dużo ładniejsza
z tym implantem. Nie zauważało się braku oka. Teraz to widać. Nawet nie
wyobrażałam sobie, że to zapadnięcie będzie tak wielkie.
Dostała długodziałający antybiotyk
i jeszcze dziś dostanie środek przeciwbólowy. Ma niewielki kołnierz hiszpański
i jakoś sobie radzi. Na spacery zdejmuję kołnierz, żeby jej było wygodniej.
Nadal jest zimno i bardzo bym
chciała, żeby przez ten tydzień zostawała w domu, bo nie wiem, czy się zmieści
w kołnierzu do budy. Poza tym – wydaje mi się, że jest jeszcze osłabiona, więc
nie chcę żadnych dodatkowych problemów.
Niefartowna ta moja Psica.
U Pana Doktora zobaczyłam zdjęcie
małej suni do adopcji (5 miesięcy) i pomyślałam, że wzięłabym dla Soni, żeby
miała towarzystwo. Ma być większym jamnikiem. Wabi się Szpulka; kto wymyśla
takie głupie imiona dla szczeniaków! Dzwoniłam na podany telefon, ale nikt nie
odpowiada. Osobiście wolałabym coś bardziej Piesiowego, ale nie wiem, czy uda
mi się znaleźć.
Koty przyzwyczaiły się, że jestem
w domu i jeśli jutro rano nie wrócą przed moim wyjazdem, to się mogą zdziwić.
Katia jest nieznośna, kiedy musi siedzieć w zamknięciu i dostaje głupawki.
Atakuje Nikiego, skacze na szafę i prezentuje cały wachlarz swojego ADHD.
Dzisiaj rano obudziły mnie
miaukoleniem po 6:00 i już nie mogłam zasnąć. Niki wyszedł, Katia została i po
licznych próbach utulenia jej pod kołdrą, musiałam ją zamknąć we wschodnim
pokoju w nadziei na sen.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz