niedziela, 5 listopada 2017

Sonia i Katia & Niki - c.d.



No to jesteśmy po operacji Soni. Poważnie? Wygląda fatalnie. Ten zapadnięty oczodół… Koszmar. Mam tylko nadzieję, że jak się już zagoi i porośnie jej wygolone futerko przy oku, a więc i ciemne okularki, nie będzie to takie widoczne. Ale na razie serce mi się ściska, ile razy na nią spojrzę.

Ja wiem, że dla niej to żadna różnica. I bezpieczniej, że nie ma tego otworu na implancie, co mogłoby powodować jakąś infekcję – w sumie otwarta ranka i możliwość zakażenia jakąś bakterią.
Ale dla mnie była dużo ładniejsza z tym implantem. Nie zauważało się braku oka. Teraz to widać. Nawet nie wyobrażałam sobie, że to zapadnięcie będzie tak wielkie.

Dostała długodziałający antybiotyk i jeszcze dziś dostanie środek przeciwbólowy. Ma niewielki kołnierz hiszpański i jakoś sobie radzi. Na spacery zdejmuję kołnierz, żeby jej było wygodniej.
Nadal jest zimno i bardzo bym chciała, żeby przez ten tydzień zostawała w domu, bo nie wiem, czy się zmieści w kołnierzu do budy. Poza tym – wydaje mi się, że jest jeszcze osłabiona, więc nie chcę żadnych dodatkowych problemów.
Niefartowna ta moja Psica.

U Pana Doktora zobaczyłam zdjęcie małej suni do adopcji (5 miesięcy) i pomyślałam, że wzięłabym dla Soni, żeby miała towarzystwo. Ma być większym jamnikiem. Wabi się Szpulka; kto wymyśla takie głupie imiona dla szczeniaków! Dzwoniłam na podany telefon, ale nikt nie odpowiada. Osobiście wolałabym coś bardziej Piesiowego, ale nie wiem, czy uda mi się znaleźć.

Koty przyzwyczaiły się, że jestem w domu i jeśli jutro rano nie wrócą przed moim wyjazdem, to się mogą zdziwić. Katia jest nieznośna, kiedy musi siedzieć w zamknięciu i dostaje głupawki. Atakuje Nikiego, skacze na szafę i prezentuje cały wachlarz swojego ADHD. 
Dzisiaj rano obudziły mnie miaukoleniem po 6:00 i już nie mogłam zasnąć. Niki wyszedł, Katia została i po licznych próbach utulenia jej pod kołdrą, musiałam ją zamknąć we wschodnim pokoju w nadziei na sen.

Pojawiły się sarenki. Wynoszę im marchewkę i kapustę i widziałam jedną sztukę, ale podobno są dwie. Mam nadzieję, że będzie już wystarczająco widno po pracy, żebym mogła im wieczorem wynosić jedzenie, bo pan Jurek w szpitalu i nie poratuje mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz