wtorek, 19 czerwca 2018

Sonia i Katia & Niki - cd.


Już luty.



Sąsiad Jurek zmarł w końcu roku i na początku stycznia był jego pogrzeb. Poszłam z różą z czarną wstążką i pożegnałam go. Dobry był z niego człowiek. Prochu może nie wymyślił, ale mogłam na nim polegać, wbrew temu co opowiadała pani Henia.
Pochował mi Alissę I i Piesia, mimo że już nie czuł się najlepiej.
Karmił moje ptaki i sarenki. Szkoda człowieka.

Sarenka lub sarenki  przychodzą na działkę brata i tam wyrzucam codziennie kilo pokrojonej marchwi i - jabłko. Dla ptaków – bochenek chleba i ziarno. Wczoraj widziałam Rogasia na mojej działce, ale tam bywam tylko w weekendy, więc Rogaś musi przyjść tu bliżej, żeby się najadać.

Sonia nadal spędza dnie na kanapie, ale nie wiem, gdzie się przeziębiła. W piątek wymiotowała śliną, więc poszłyśmy do Andy. Podwyższona temperatura, opuchnięte gardło. Zastrzyk, jakieś pigułki i ponad siedem dych diabli wzięli.
Już rok temu stwierdziłam, że Sonia jak na kundla jest bardzo delikatnym stworzeniem.
Przy okazji wyszło, że ma nadwagę ok. 5 kg. Boże! Już wprowadziłam dietę odchudzającą i zobaczymy. Może, gdy zrobi się cieplej i Psiaca zacznie spędzać więcej czasu na dworze, to trochę wysmukleje. Nie chcę mieć pulpeta, a poza tym zbyt duże obciążenie dla nóg.

Koty czasem zostają w domu, albo wracają przed moim wyjściem. Zwłaszcza Katia nie lubi deszczu ani śniegu. Ale ostatnio lubi zostawać w salonie z Sonią (to znaczy ukrywa się gdzieś – najpewniej w kanapie i nie mogę jej znaleźć i zamknąć na górze). Czasem i Niki zostaje w domu. On też woli w salonie. Nie mam nic przeciwko temu, ale na górze mają swoją miskę z chrupkami i kuwetę…  Ale skoro im towarzystwo Soni bardziej odpowiada. Tylko obawiam się, że Psica może być mniej towarzyska.

Jest zimno, to znaczy – temperatury poniżej zera, a w ubiegłym tygodniu nawet do minus 10. To zbyt wiele dla mnie. W salonie miałam już tylko 17 stopni i w sobotę napaliłam w kominku.  Drewno mi się kończy i latem będę musiała jakieś kupić, żeby nie zostać na zero.
W zasadzie nawet się przyzwyczaiłam do niższych temperatur i gdy czasem jest ponad 19 stopni, to jest mi za gorąco. Pewnie to rodzinne, bo pamiętam, że Babut też się źle czuł w Warszawie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz