Już luty.
Sąsiad Jurek zmarł w końcu roku i
na początku stycznia był jego pogrzeb. Poszłam z różą z czarną wstążką i
pożegnałam go. Dobry był z niego człowiek. Prochu może nie wymyślił, ale mogłam
na nim polegać, wbrew temu co opowiadała pani Henia.
Pochował mi Alissę I i Piesia,
mimo że już nie czuł się najlepiej.
Karmił moje ptaki i sarenki.
Szkoda człowieka.
Sarenka lub sarenki przychodzą na działkę brata i tam wyrzucam
codziennie kilo pokrojonej marchwi i - jabłko. Dla ptaków – bochenek chleba i
ziarno. Wczoraj widziałam Rogasia na mojej działce, ale tam bywam tylko w
weekendy, więc Rogaś musi przyjść tu bliżej, żeby się najadać.
Sonia nadal spędza dnie na
kanapie, ale nie wiem, gdzie się przeziębiła. W piątek wymiotowała śliną, więc
poszłyśmy do Andy. Podwyższona temperatura, opuchnięte gardło. Zastrzyk, jakieś
pigułki i ponad siedem dych diabli wzięli.
Już rok temu stwierdziłam, że
Sonia jak na kundla jest bardzo delikatnym stworzeniem.
Przy okazji wyszło, że ma nadwagę
ok. 5 kg. Boże! Już wprowadziłam dietę odchudzającą i zobaczymy. Może, gdy
zrobi się cieplej i Psiaca zacznie spędzać więcej czasu na dworze, to trochę
wysmukleje. Nie chcę mieć pulpeta, a poza tym zbyt duże obciążenie dla nóg.
Koty czasem zostają w domu, albo
wracają przed moim wyjściem. Zwłaszcza Katia nie lubi deszczu ani śniegu. Ale
ostatnio lubi zostawać w salonie z Sonią (to znaczy ukrywa się gdzieś –
najpewniej w kanapie i nie mogę jej znaleźć i zamknąć na górze). Czasem i Niki
zostaje w domu. On też woli w salonie. Nie mam nic przeciwko temu, ale na górze
mają swoją miskę z chrupkami i kuwetę…
Ale skoro im towarzystwo Soni bardziej odpowiada. Tylko obawiam się, że
Psica może być mniej towarzyska.
Jest zimno, to znaczy –
temperatury poniżej zera, a w ubiegłym tygodniu nawet do minus 10. To zbyt wiele
dla mnie. W salonie miałam już tylko 17 stopni i w sobotę napaliłam w
kominku. Drewno mi się kończy i latem
będę musiała jakieś kupić, żeby nie zostać na zero.
W zasadzie nawet się
przyzwyczaiłam do niższych temperatur i gdy czasem jest ponad 19 stopni, to
jest mi za gorąco. Pewnie to rodzinne, bo pamiętam, że Babut też się źle czuł w
Warszawie.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz