I już czerwiec upalny.
Jakoś nie mam weny ostatnio, a
wiele się wydarzyło od lutego.
Od 1 maja jest z nami Maya – nowa
suczka ze schroniska Doktora Darka.
Właściwie nie planowałam
następnego psiaka. A już jeżeli – to kopię Piesia, z którym nadal tęsknię,
moimo, że już niebawem będzie 2 lata, jak odszedł.
Po prostu – przy przeglądaniu internetu
pojawiało mi się Przytulisko Głowno – schronisko dla zwierzaków. Gdy kliknęłam
z ciekawości na psiaki do adopcji – zobaczyłam Bolka, którego wraz z siostrą
znaleziono w pudełku w lesie w mroźny dzień lutego. Piesek przypominał mi
Piesia, więc napisałam maila, czy jego siostra jest do wzięcia; wydawało mi
się, że powinna być do niego podobna, a
chciałam suczkę.
Odpisano, że oba psiaki mają już
domy, ale zaproponowano inna sunię – czarno-białą, podobno też siostrę.
Podziękowałam. Ale przy okazji
wizyty w Andzie pokazałam zdjęcie Bolka Doktorowi Darkowi. On na to, że podobne
pieski ma w swoim schronisku.
Umówiliśmy się na telefon, ale nie bardzo się spieszyłam,
gdyż byłam pewna, że jeśli zobaczę jakąś bidę, to się zlituję i wezmę, mimo, że
nie będzie podobna do Piesia.
Ale Doktor sam zadzwonił i
wybraliśmy się w pewną kwietniową niedzielę pod Las Chojnowski. Psiaki – jak to
psiaki…. Nie było żadnego szczeniaka. Jedynie Klusia, niewielka kundelka,
ciemna, podpalana miała kołnierzyk jak futerko Piesia. Była ładna…. Więc zdecydowałam
się, że ją wezmę 1 maja – potem miałam długi weekend i mogłam się nią zająć.
I trzeba było.
Przede wszystkim wykąpałam ją, bo
pachniała kojcem. Suszyła się na tarasie i wydawało mi się, że nie powinna się
przeziębić; było bardzo ciepło.
Klusia, którą przechrzciłam na
Mayę zaczęła od siusiania w moim salonie, a w nocy nawet wyprodukowała bardzo
luźne kupki. Zabrałam ją do Andy i okazało się, że w schronisku podejrzewają
nosówkę. Psica dostała szczepionkę, pobrano próbki krwi i kupy na badania
specjalistyczne.
Wróciłyśmy do domu i mimo
otwartych drzwi tarasowych ponownie nabrudziła w salonie. Mam wprawdzie gres,
ale …. Nie miałam ochoty wiecznie po niej sprzątać.
Na noc wystawiłam ją z jej
łóżeczkiem na taras.
Rano okazało się, że psicy nie
ma.
Obeszłam wszystkie moje chaszcze
w obawie, że może w nocy Maya odeszła przez tęczowy most (nie mam pojęcia jak
szybko rozwija się nosówka) i jak zacznie się rozkładać, to dopiero ją znajdę.
Gdy jej nie znalazłam –
objechałam chyba ok. 50 km uliczkami Konstancina wołając: ‘Klusia’, ‘Maya’ i
pokazując jej zdjęcie każdemu napotkanemu przechodniowi. Potem zadzwoniłam do
Andy i zgłosiłam ucieczkę psicy.
Nad wieczorem poszłam jeszcze w
pola, bo słyszałam jakieś szczekanie i nie wiedziałam, czy to mojej suczki, czy
nie; była zbyt przerażona u mnie, żeby wydać głos.
Po drodze opowiedziałam Pani Beacie
ze Smoczej o moim problemie i ona wrzuciła to na Facebooka.
Ok. 22:00 zadzwoniono do mnie ze
Schroniska na Paluchu, że mają moją zgubę, a chwilę później zadzwoniła też Pani
Beata.
Następnego dnia pojechałam po
Mayę. Nie mogli odczytać chipa i w poszukiwaniu blizny po sterylizacji wygolili
jej brzuszek, kalecząc przy tym. Zaszczepili ją też przeciw chorobom zakaźnym i
spryskano czymś…
Po powrocie Maya nie chciała
wychodzić z domu, siedziała w swoim łóżeczku na kanapie i ….. nadal mi brudziła
w salonie.
Zaczęła też strasznie kasłać; nie
wiem, czy się przeziębiła po kąpieli, czy w czasie tej nocy na tarasie. Znowu
lecznica, antybiotyk, płukanie nosa solą fizjologiczną, żeby jej ułatwić
oddychanie. Koszty, koszty i jeszcze raz koszty.
W międzyczasie przyszły wyniki badań.
Nie było nosówki tylko jakiś pierwotniak. Leki na pierwotniaka.
Maya nie chciała jeść chrupków,
które – po 2 latach – wreszcie zaczęła jeść Sonia. Gotowałam jej skrzydełka z
ryżem.
Ponieważ ten kaszel nie ustawał,
Doktor Danuta wzięła Mayę do szpitala na dobę, żeby jej zrobić badania i nie
narażać mnie na koszty. Dobrze, że psiaca rozkasłała się na wejściu, bo
wyszłabym na psią hipochondryczkę. Podobno ani razu nie zakasłała później.
Doktor Darek zasugerował, że można
jej zrobić EKG, żeby wykluczyć ewentualną wadę serca. Zalecił także, żeby zamienić jej obrożę na
szelki. Tylko, że psica kładzie się na grzbiecie i nie sposób jej szelek
założyć. Z obrożą jest łatwiej.
Maya była chyba psem domowym
kiedyś, bo chodzi po schodach i łasi się. Nawet do mojego łóżka się pcha. Nie
zwraca uwagi na moje koty, na Sonię też nie reaguje.
Na każdy jednak gwałtowny ruch,
czy próbę wyniesienia na taras reaguje potwornym skowytem, jakbym ją katowała.
Może ją bito???
Tak dotrwałyśmy do mojego urlopu.
Wezwałam behaviorystkę, która mi
kilka uwag podsunęła. Stwierdziła, że to Sonia może być problemem dla Mayi i
jej niechęci do wychodzenia z domu. Pocieszyła jednak, że psice sobie jakoś
relacje ułożą.
Mam nie głaskać Mayi w domu i
zachęcać ją do pobytu w ogrodzie; tam ją tylko karmić i głaskać.
Kolejne PLN 200,00.
EKG – pozytywne, ale kolejny
wydatek. Jestem jednak spokojniejsza.
Maya się drapie i behaviorystka zasugerowała,
że może mieć nadal pierwotniaka. Doktor Małgosia uważa, że to alergia na pokarm
(wołowinę) i zaleciła zmianę diety. Ponieważ nie ma mielonego mięsa drobiowego
bez przypraw – wczoraj sama mieliłam mięso dla moich psic. Uffff!
Od urlopu chodzimy na poranne spacery razem, ale nie przez moją
działkę, bo tam są za wysokie chaszcze dla małego psiaka. W polach psice biegają luzem i się trzymają
razem. Maya reaguje na wołanie. Po południu wychodzę na spacer z Sonią, a potem
we trójkę idziemy na moją działkę. Obie biegną luzem.
I zobaczymy.
Mam nadzieję, że te upały
zelżeją w końcu, bo mój urlop dobiega końca i wolałabym zostawiać mój dobytek w
ogrodzie, gdy wrócę do pracy.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz