W
końcu września odwiedziła nas Pani Natalia – behaviorystka. Sonia warczała na
jej widok, jak to ma we zwyczaju, ale nie szczekała; ten głos rezerwuje dla
mężczyzn.
Pani
Natalia rzuciła jej kawałki suszonego mięsa i Psica, jak dobrze wychowana
pupilka, nie rzuciła się na jedzenie. Ale nie uciekała, a gdy siadłam obok niej
na kanapie, to się uspokoiła.
Poruszyłam
kilka zagadnień, które mnie nurtowały:
-
Ciągnięcie na spacerach. Pani Natalia doradziła zakup szelek z zapięciem na
piersi. Gdy sunia będzie ciągnęła, to smycz ją odwróci w moim kierunku;
-
Chodzenie po schodach. Wyznałam, że mi przykro, gdy jesienią i zimą spędzam
wieczory na piętrze, a Psica zostawałaby sama w salonie. Moje poprzednie sunie
towarzyszyły mi na górze i było nam wszystkim raźniej. Okazało się, że Sonia
boi się moich ażurowych schodów i muszę ją uczyć wchodzić po stopniu, ale
schody muszą być okryte chodnikiem, żeby sunia nie widziała otworów między
stopniami;
-
Kopanie ogrodu. Dużo psów to robi, bo lubi,
a poza tym Sonia się nudzi, więc trzeba jej dostarczyć rozrywki.
Informację na temat psich rozrywek mam otrzymać mailem.
Dowiedziałam
się również na temat ciągłego chwalenia Psicy, nagradzania jej i konieczności
budowania więzi z moją podopieczną. Wyznałam, że chciałabym móc puścić Sonię
wolno na spacerze. Ona tak pięknie biega i z taką tęsknotą patrzy na psy
biegające luzem. Tak chciałaby się z nimi pobawić….
Biedna
Sonia.
Po
otrzymaniu raportu Pani Natalii zakupiłam 100 piłeczek basenowych (6 cm
średnicy), które wrzucam w liczbie ok. 30 do miski i wsypuję tam jej jakieś
kąski. Ma szukać. Robi to, ale nie lubi specjalnie, gdy na to patrzę. Chociaż
ostatnio odważa się poszukiwać kąsków w
mojej obecności.
Kupiłam
jej jakąś zabawkę, coś jakby gumową gruszkę pustą w środku. Też tam upycham
smakołyki i Sonia je sobie wyjmuje.
Kolejna
zabawka – piłka pusta w środku. Też na smakołyki.
To
wszystko jej zostawiam na tarasie, gdy wychodzę do pracy i stwierdzam – może
się pocieszając – że nowych dziur w ogrodzie nie ma.
Może
to w związku z deszczami…. Jaka to przyjemność kopać dołek, gdy strugi wody
leją się na futro.
Pani
Natalia napisała, że Sonia jest w typie owczarka Malinois, więc zaczęłam szukać
w internecie informacji na temat tych psów. To jeden z 4 głównych owczarków
belgijskich. Płowy z czarną maską. Wypisz, wymaluj moja Sonia. Charakter wprost
wymarzony: żywotny, energiczny pies, wykorzystywany w policji i służbach celnych,
tudzież innych służbach, wymagający twardego opiekuna i stosownych rozrywek.
Jeśli ich nie ma, bawi się w ogrodnika, drwala etc, etc.
Do
zabawek na tarasie dorzuciłam więc dwa kawałki drewna, ale nie zauważyłam na
nich jeszcze śladów zębów Soni. Może się jeszcze nie zorientowała do czego te
dziwne rzeczy służą. Ale liczę na nią. To mądra sunia.
Pani
Natalia – na moje skargi, że Psica nie bardzo lubi suchą karmę, stwierdziła, że
nie miała jak w niej zasmakować, żyjąc jako dziki pies. Doradziła gotować dla
niej. I gotuję. Co drugi dzień – porcję ryżu z mielonym mięsem wołowym duszonym
we własnym sosie z dodatkiem przyprawy grillowej. Dla siebie gotuję raz w
tygodniu, ale dla mojej suni mogę się poświęcić.
Behaviorystka
sugerowała wprawdzie surowe mięso, ale nie bardzo mam jak przechowywać padlinę
przez tydzień; mam za mały zamrażalnik, a nie mam czasu biegać co drugi dzień
na bazar i polować na tanie mięso. Może gdy będę na emeryturze, ale na pewno
nie teraz.
Muszę
kupić następne piłeczki basenowe, gdyż Sonia co kilka dni zgryza którąś. Już chyba 5 lub 6 piłek zniszczyła. Czasem
znajduję je pogniecione w którejś z psicowych jam, których jeszcze nie
zakopałam. Przyciągnęłam wprawdzie taczkę ziemi od sąsiada, ale nie znalazłam
na to czasu. Albo, gdy ja mam czas – deszcz pada, a ja nie lubię jesiennych
szarug.
Zamówiłam
szelki dla Soni. Chciałam w kolorze zielonym, żeby pasowały do smyczy i –
oczywiście – płowo-rudego futra, ale dostępne były tylko seledynowe. Chyba
nieco odblaskowe, więc gdy będziemy chodziły wieczorami na spacery, to chociaż
Sonia będzie widoczna.
W
ostatni weekend ubrałam Psicę w nową uprząż i poszłyśmy na spacer. Serio? Serce
mi się ściska, jak widzę, jak niezgrabnie Sonia biegnie w tych szelkach. Ja
rozumiem, że ona ma się nauczyć dystyngowanie chodzić, ale nie mogę na to
patrzeć. Toteż najczęściej – po pierwszych 500 metrach, gdy Psica jest już
spokojniejsza, przepinam jej smycz na grzbiet. Ostatnio też się opasywałam i
nie czuję takiego ciągnięcia, jak na dławiku. Może obydwie przywykniemy do
szelek, ale chyba nieprędko.
Dzisiaj
na spacerze spotkałyśmy dwa sznaucerki miniaturowe w fikuśnych
kombinezonikiach. Jeden w kolorach komandosów, drugi w granatowym. Jakie fajne.
Panie poinformowały, że pieski brudzą brzuszki w taką pogodę i ubranka pomagają
utrzymać czystość. Fajna sprawa. Gdybym wcześniej wiedziała, to sprawiłabym
takie ubranko Piesiowi. On też brudził swój brzunio w błotnistą pogodę.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz