wtorek, 1 listopada 2016

Sonia i Katia & Niki - c.d.




W końcu września odwiedziła nas Pani Natalia – behaviorystka. Sonia warczała na jej widok, jak to ma we zwyczaju, ale nie szczekała; ten głos rezerwuje dla mężczyzn.
Pani Natalia rzuciła jej kawałki suszonego mięsa i Psica, jak dobrze wychowana pupilka, nie rzuciła się na jedzenie. Ale nie uciekała, a gdy siadłam obok niej na kanapie, to się  uspokoiła.
Poruszyłam kilka zagadnień, które mnie nurtowały:
- Ciągnięcie na spacerach. Pani Natalia doradziła zakup szelek z zapięciem na piersi. Gdy sunia będzie ciągnęła, to smycz ją odwróci w moim kierunku;
- Chodzenie po schodach. Wyznałam, że mi przykro, gdy jesienią i zimą spędzam wieczory na piętrze, a Psica zostawałaby sama w salonie. Moje poprzednie sunie towarzyszyły mi na górze i było nam wszystkim raźniej. Okazało się, że Sonia boi się moich ażurowych schodów i muszę ją uczyć wchodzić po stopniu, ale schody muszą być okryte chodnikiem, żeby sunia nie widziała otworów między stopniami;
- Kopanie ogrodu. Dużo psów to robi, bo lubi,  a poza tym Sonia się nudzi, więc trzeba jej dostarczyć rozrywki. Informację na temat psich rozrywek mam otrzymać mailem.

Dowiedziałam się również na temat ciągłego chwalenia Psicy, nagradzania jej i konieczności budowania więzi z moją podopieczną. Wyznałam, że chciałabym móc puścić Sonię wolno na spacerze. Ona tak pięknie biega i z taką tęsknotą patrzy na psy biegające luzem. Tak chciałaby się z nimi pobawić….

Biedna Sonia.
Po otrzymaniu raportu Pani Natalii zakupiłam 100 piłeczek basenowych (6 cm średnicy), które wrzucam w liczbie ok. 30 do miski i wsypuję tam jej jakieś kąski. Ma szukać. Robi to, ale nie lubi specjalnie, gdy na to patrzę. Chociaż ostatnio odważa się  poszukiwać kąsków w mojej obecności.
Kupiłam jej jakąś zabawkę, coś jakby gumową gruszkę pustą w środku. Też tam upycham smakołyki i Sonia je sobie wyjmuje.
Kolejna zabawka – piłka pusta w środku. Też na smakołyki.
To wszystko jej zostawiam na tarasie, gdy wychodzę do pracy i stwierdzam – może się pocieszając – że nowych dziur w ogrodzie nie ma.
Może to w związku z deszczami…. Jaka to przyjemność kopać dołek, gdy strugi wody leją się na futro.

Pani Natalia napisała, że Sonia jest w typie owczarka Malinois, więc zaczęłam szukać w internecie informacji na temat tych psów. To jeden z 4 głównych owczarków belgijskich. Płowy z czarną maską. Wypisz, wymaluj moja Sonia. Charakter wprost wymarzony: żywotny, energiczny pies, wykorzystywany w policji i służbach celnych, tudzież innych służbach, wymagający twardego opiekuna i stosownych rozrywek. Jeśli ich nie ma, bawi się w ogrodnika, drwala etc, etc.
Do zabawek na tarasie dorzuciłam więc dwa kawałki drewna, ale nie zauważyłam na nich jeszcze śladów zębów Soni. Może się jeszcze nie zorientowała do czego te dziwne rzeczy służą. Ale liczę na nią. To mądra sunia. 

Pani Natalia – na moje skargi, że Psica nie bardzo lubi suchą karmę, stwierdziła, że nie miała jak w niej zasmakować, żyjąc jako dziki pies. Doradziła gotować dla niej. I gotuję. Co drugi dzień – porcję ryżu z mielonym mięsem wołowym duszonym we własnym sosie z dodatkiem przyprawy grillowej. Dla siebie gotuję raz w tygodniu, ale dla mojej suni mogę się poświęcić.

Behaviorystka sugerowała wprawdzie surowe mięso, ale nie bardzo mam jak przechowywać padlinę przez tydzień; mam za mały zamrażalnik, a nie mam czasu biegać co drugi dzień na bazar i polować na tanie mięso. Może gdy będę na emeryturze, ale na pewno nie teraz.

Muszę kupić następne piłeczki basenowe, gdyż Sonia co kilka dni zgryza którąś.  Już chyba 5 lub 6 piłek zniszczyła. Czasem znajduję je pogniecione w którejś z psicowych jam, których jeszcze nie zakopałam. Przyciągnęłam wprawdzie taczkę ziemi od sąsiada, ale nie znalazłam na to czasu. Albo, gdy ja mam czas – deszcz pada, a ja nie lubię jesiennych szarug.

Zamówiłam szelki dla Soni. Chciałam w kolorze zielonym, żeby pasowały do smyczy i – oczywiście – płowo-rudego futra, ale dostępne były tylko seledynowe. Chyba nieco odblaskowe, więc gdy będziemy chodziły wieczorami na spacery, to chociaż Sonia będzie widoczna.
W ostatni weekend ubrałam Psicę w nową uprząż i poszłyśmy na spacer. Serio? Serce mi się ściska, jak widzę, jak niezgrabnie Sonia biegnie w tych szelkach. Ja rozumiem, że ona ma się nauczyć dystyngowanie chodzić, ale nie mogę na to patrzeć. Toteż najczęściej – po pierwszych 500 metrach, gdy Psica jest już spokojniejsza, przepinam jej smycz na grzbiet. Ostatnio też się opasywałam i nie czuję takiego ciągnięcia, jak na dławiku. Może obydwie przywykniemy do szelek, ale chyba nieprędko.

Dzisiaj na spacerze spotkałyśmy dwa sznaucerki miniaturowe w fikuśnych kombinezonikiach. Jeden w kolorach komandosów, drugi w granatowym. Jakie fajne. Panie poinformowały, że pieski brudzą brzuszki w taką pogodę i ubranka pomagają utrzymać czystość. Fajna sprawa. Gdybym wcześniej wiedziała, to sprawiłabym takie ubranko Piesiowi. On też brudził swój brzunio w błotnistą pogodę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz