Oka
Soni nie udało się uratować. W trakcie pierwszej wizyty u okulisty Pan Doktor
stwierdził, że oko nie jest wrośnięte pod zaszytą powieką i trzeba normalnego
zabiegu z narkozą, żeby dokładnie to zbadać. Pojechałyśmy więc następnego dnia.
Po rozcięciu powieki okazało się, ze oko już obumiera i trzeba je usunąć.
Poprosiłam tylko o jakiś mały implant w miejsce gałki ocznej, żeby powieka się
nie zapadała po zagojeniu.
Po
tygodniu oko nadal się paprało. Wysłałam Doktorowi zdjęcie Soni mailem i
zalecił wprowadzenie antybiotyku. Poszłam więc do Andy i otrzymałam potrzebne
leki. W sumie sunia jest na antybiotykach i w kołnierzu hiszpańskim prawie
miesiąc. Jedyny plus – to fakt, że sypia w domu. Po raz pierwszy ją tam
położyłam po drugiej operacji i tak już zostało. Śpi na swoim wielkim pontonie.
Oko
się wreszcie zagoiło i wygląda całkiem dobrze. Sonia ma czarną maseczkę na
mordce i zamknięte oko wypada na ciemnym tle, więc z daleka nie widać
oszpecenia. Z bliska też nie za bardzo; po prostu gdy ktoś wie, to zauważy.
Przez
okres rekonwalescencji, gdy Sonia chodziła w tym swoim chomącie, nie kopała mi
ogrodu, bo jej było niewygodnie. Przez ten czas moja łąka trochę odżyła i
nabrała kolorów. Po wyzdrowieniu Psica rozpoczęła znów wykopki i nie pomagały
jej kupy zakopywane w dziury. Rozumiem, że Sonia się nudzi, ale co ja mogę na
to poradzić. Piesia nie ma, koty idą własną drogą i pozostaje jej własne
towarzystwo.
Fajny
jest stosunek Soni do Nikiego. Gdy tylko go zobaczy, biegnie do niego, liże po
łebku, obwąchuje, usiłuje go łapą przytrzymać. A Niki…. no cóż – tak jak miał
słabość do Piesia, tak i o Sonię czasem się ociera, chociaż duża sunia trochę
go czasem przeraża swoim impetem i wtedy ucieka na schody. Z Katią Psica jest w
bardziej dyplomatycznych stosunkach.
Na
początku sierpnia Sonia zaadaptowała sobie moją kanapę w salonie jako
legowisko. Położyłam jej tam materac z leżaka i
wydawało się, że jest jej tam dobrze.
W
sierpniu wzięłam na 10 dni psa kuzyna – Mailo. To miły psiak, mieszaniec beagla
i dalmatyńczyka. Trochę niższy od Soni, mniej więcej w jej wieku, wydawał się
idealnym towarzystwem dla mojej osamotnionej Psicy.
Po
kilku dniach zauważyłam jednak, że Sonia jest jakby trochę przytłumiona. Jak
tylko wracałam, natychmiast wskakiwała na kanapę. Tam też jadła, co tłumaczyłam
sobie żarłocznością Maila, który inaczej by jej wyżarł z miski. Na spacerach
Sonia pędziła jeszcze szybciej, jeśli to możliwe. Nie było wąchania trawy i
często nawet nie siusiała. Po prostu, jakby chciała mieć ten spacer z Mailem za
sobą, jak najprędzej.
Nie
zmartwiłam się zanadto, jak w końcu pies zniknął z naszego obejścia.
Kilka
dni później wpadłam do kuzyna na kawę i Sonia miała biegać po działce z Mailem.
Pies molestował ją seksualnie, chociaż obydwoje są kastratami i Psica uciekła
do nas na taras i schowała się pod stołem, mimo, że generalnie unika obcych
ludzi. Upewniłam się, że miły Mailo nie jest właściwym towarzystwem dla mojej
suni.
Rozmawiałam
przez telefon z behiaviorystką, która zna Sonię z jej poprzedniego domu.
Opowiedziałam o ostatnich doświadczeniach i umówiłyśmy się na wizytę w trakcie
mojego wrześniowego urlopu. Wspomniałam jej, że Sonia wybrała sobie moją
salonową kanapę jako legowisko i chociaż nie aprobuję tego wyboru, mam
nadzieję, że gdyby uciekła któregoś dnia, to wróci, właśnie do ‘swojej’ kanapy.
I
wykrakałam. Któregoś dnia we wrześniu córka Oksany nie zamknęła furtki od
tylnego ogrodu i gdy otworzyłam bramę wjeżdżając do środka, Sonia wybiegła
baletowym krokiem na zewnątrz. Myślałam, że wróci za chwilę. Ale ona wchodziła,
łapała w zęby jakiś kąsek, który jej rzucałam i wybiegała. Potem w ogóle się
oddaliła. Czekałam z otwartą bramą do 20:00 i w końcu zamknęłam i stwierdziła:
Idź do diabła.
Zdjęłam
materac Soni z kanapy, odkurzyłam i poszłam spać.
Podejrzewałam,
że Sonia wróci może po południu, tak jak przyjeżdżam z pracy. Toteż byłam
zdziwiona, gdy rano zobaczyłam Psicę za ogrodzeniem. Otworzyłam bramę i drzwi i
Sonia wbiegła lekkim krokiem do domu i wskoczyła … oczywiście na kanapę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz