wtorek, 1 listopada 2016

Sonia i Katia & Niki - c.d.



Oka Soni nie udało się uratować. W trakcie pierwszej wizyty u okulisty Pan Doktor stwierdził, że oko nie jest wrośnięte pod zaszytą powieką i trzeba normalnego zabiegu z narkozą, żeby dokładnie to zbadać. Pojechałyśmy więc następnego dnia. Po rozcięciu powieki okazało się, ze oko już obumiera i trzeba je usunąć. Poprosiłam tylko o jakiś mały implant w miejsce gałki ocznej, żeby powieka się nie zapadała po zagojeniu.
Po tygodniu oko nadal się paprało. Wysłałam Doktorowi zdjęcie Soni mailem i zalecił wprowadzenie antybiotyku. Poszłam więc do Andy i otrzymałam potrzebne leki. W sumie sunia jest na antybiotykach i w kołnierzu hiszpańskim prawie miesiąc. Jedyny plus – to fakt, że sypia w domu. Po raz pierwszy ją tam położyłam po drugiej operacji i tak już zostało. Śpi na swoim wielkim pontonie.
Oko się wreszcie zagoiło i wygląda całkiem dobrze. Sonia ma czarną maseczkę na mordce i zamknięte oko wypada na ciemnym tle, więc z daleka nie widać oszpecenia. Z bliska też nie za bardzo; po prostu gdy ktoś wie, to zauważy.

Przez okres rekonwalescencji, gdy Sonia chodziła w tym swoim chomącie, nie kopała mi ogrodu, bo jej było niewygodnie. Przez ten czas moja łąka trochę odżyła i nabrała kolorów. Po wyzdrowieniu Psica rozpoczęła znów wykopki i nie pomagały jej kupy zakopywane w dziury. Rozumiem, że Sonia się nudzi, ale co ja mogę na to poradzić. Piesia nie ma, koty idą własną drogą i pozostaje jej własne towarzystwo.

Fajny jest stosunek Soni do Nikiego. Gdy tylko go zobaczy, biegnie do niego, liże po łebku, obwąchuje, usiłuje go łapą przytrzymać. A Niki…. no cóż – tak jak miał słabość do Piesia, tak i o Sonię czasem się ociera, chociaż duża sunia trochę go czasem przeraża swoim impetem i wtedy ucieka na schody. Z Katią Psica jest w bardziej dyplomatycznych stosunkach.

Na początku sierpnia Sonia zaadaptowała sobie moją kanapę w salonie jako legowisko. Położyłam jej tam materac z leżaka i  wydawało się, że jest jej tam dobrze.

W sierpniu wzięłam na 10 dni psa kuzyna – Mailo. To miły psiak, mieszaniec beagla i dalmatyńczyka. Trochę niższy od Soni, mniej więcej w jej wieku, wydawał się idealnym towarzystwem dla mojej osamotnionej Psicy.
Po kilku dniach zauważyłam jednak, że Sonia jest jakby trochę przytłumiona. Jak tylko wracałam, natychmiast wskakiwała na kanapę. Tam też jadła, co tłumaczyłam sobie żarłocznością Maila, który inaczej by jej wyżarł z miski. Na spacerach Sonia pędziła jeszcze szybciej, jeśli to możliwe. Nie było wąchania trawy i często nawet nie siusiała. Po prostu, jakby chciała mieć ten spacer z Mailem za sobą, jak najprędzej.
Nie zmartwiłam się zanadto, jak w końcu pies zniknął z naszego obejścia.
Kilka dni później wpadłam do kuzyna na kawę i Sonia miała biegać po działce z Mailem. Pies molestował ją seksualnie, chociaż obydwoje są kastratami i Psica uciekła do nas na taras i schowała się pod stołem, mimo, że generalnie unika obcych ludzi. Upewniłam się, że miły Mailo nie jest właściwym towarzystwem dla mojej suni.

Rozmawiałam przez telefon z behiaviorystką, która zna Sonię z jej poprzedniego domu. Opowiedziałam o ostatnich doświadczeniach i umówiłyśmy się na wizytę w trakcie mojego wrześniowego urlopu. Wspomniałam jej, że Sonia wybrała sobie moją salonową kanapę jako legowisko i chociaż nie aprobuję tego wyboru, mam nadzieję, że gdyby uciekła któregoś dnia, to wróci, właśnie do ‘swojej’ kanapy.
I wykrakałam. Któregoś dnia we wrześniu córka Oksany nie zamknęła furtki od tylnego ogrodu i gdy otworzyłam bramę wjeżdżając do środka, Sonia wybiegła baletowym krokiem na zewnątrz. Myślałam, że wróci za chwilę. Ale ona wchodziła, łapała w zęby jakiś kąsek, który jej rzucałam i wybiegała. Potem w ogóle się oddaliła. Czekałam z otwartą bramą do 20:00 i w końcu zamknęłam i stwierdziła: Idź do diabła.
Zdjęłam materac Soni z kanapy, odkurzyłam i poszłam spać.
Podejrzewałam, że Sonia wróci może po południu, tak jak przyjeżdżam z pracy. Toteż byłam zdziwiona, gdy rano zobaczyłam Psicę za ogrodzeniem. Otworzyłam bramę i drzwi i Sonia wbiegła lekkim krokiem do domu i wskoczyła … oczywiście na kanapę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz